środa, 30 stycznia 2019

Kobieta i mężczyzna. Czy przyjaźń między nimi jest możliwa?


Niech tytuł posta nie sugeruje Wam, że dam tutaj odpowiedź na postawione pytanie. Nie mam takiego zamiaru. Co najwyżej, to Wy możecie sobie sami na nie odpowiedzieć lub podyskutować w komentarzach. Nie ukrywam, że byłoby to miłe. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie wzięłam się za jakąkolwiek promocję bloga, a więc i o czytelników będzie mi trudno… Cóż, wypadłam z obiegu już jakiś czas temu… Tym bardziej będę wdzięczna, jeśli ktoś coś tutaj przeczyta, a jakby jeszcze zechciał skomentować… Ach… Marzenie ;)
            Tak w ogóle to chciałam dziś zamieścić krótkie opowiadanie, które napisałam jakiś czas temu. W pewnym sensie jego tematyka wiąże się z tytułem posta. Zresztą przeczytajcie, a później się wypowiedzcie J Może ktoś z Was znalazł się w podobnej sytuacji albo doświadczył wspaniałej przyjaźni…


Strefa przyjaźni


            Na imię mam Justyna i… straciłam przyjaciela. Takiego na dobre i na złe. Nie, nie odszedł ode mnie, to wszystko moja wina… Nasza przyjaźń miała przetrwać wszystko, nawet śmierć, koniec świata… Lecz ja musiałam zepsuć to, co tworzyliśmy od dzieciństwa, bo… zakochałam się.

Justynka – smutna dziewczynka

            Jako dziecko nie byłam pogodna i uśmiechnięta, nie lubiłam towarzystwa innych dzieci, nie bawiłam się w piaskownicy, nie wspinałam się po drzewach... Nie, to wszystko było dla bachorów, do których ja się nie zaliczałam. Wolałam być sama, niż zadawać się z tą hołotą, która biegała po kałużach, tarzała się w mokrej od deszczu trawie, obsypywała wzajemnie piachem i śmiała się tak głośno, że aż strach.
            Patrzyłam na inne dzieci z wyższością, choć w czym byłam od nich lepsza? Takie zachowanie nie przysporzyło mi grona fanów, ale dorobiłam się sporej grupki niechętnie, wręcz wrogo spoglądających na mnie dzieciaków, które tylko czyhały, by – potocznie mówiąc – podłożyć mi świnię i sprawić ból. To nic… Nic nie było w stanie sprawić, by na mojej twarzy ujawniły się prawdziwe uczucia, które mogłyby stać się oznaką, że też jestem człowiekiem z krwi i kości, że coś czuję. Oprócz pogardy dla całego świata oczywiście.
            Wtedy do naszego bloku wprowadziła się nowa rodzina z dzieckiem. Chłopiec był moim rówieśnikiem i miał na imię Filip.

Filip

Nowy. Tak na niego wołali i nie akceptowali w swojej dziecięcej społeczności. Czy rzeczywiście był inny? Nie wiem, raczej nie. Chyba tylko w tym, że nic a nic nie obchodziło to, jak go traktowałam, a traktowałam go tak jak wszystkich – z góry. Był uparty. Ciągle przychodził na podwórko, gdy tylko wypatrzył mnie z okna swojego mieszkania i gadał coś… Gdzieżbym zniżyła się do jego poziomu i posłuchała… Ale ile można ignorować brzęczącą kołu ucha muchę?

– Idź sobie! – prychnęłam w końcu.
– Ty umiesz mówić – wyszeptał i wpatrywał się we mnie z tą swoją tępą miną i rozdziawionymi ustami.
– Czego chcesz? Idź do innych dzieci. Ja cię nie potrzebuję.
 – Wydawało mi się, że będzie miło, jeśli spróbuję się z tobą zaprzyjaźnić. Jesteś taka smutna… – powiedział.
– Smutna? – zdziwiłam się.
– Tak. I taka samotna.
– Może ja chcę być sama. – Tupnęłam nogą.
– Nikt nie chce być sam…

Filipowi wtedy po raz pierwszy udało się mnie wyprowadzić z równowagi. Z każdym dniem moja złość do niego rosła. Bo co jemu się niby wydawało? Że jest rycerzem na białym koniu, który pojawił się, żeby mnie ocalić przed samotnością, przed wyśmiewającymi się ze mnie dziećmi? A może ja nie chciałam być księżniczką w opałach, która potrzebuje ratunku?
Wkrótce to zrozumiał. Wtedy staliśmy się kumplami.

Przyjaźń z dzieciństwa

            To co nas połączyło bez wahania mogę nazwać przyjaźnią. Staliśmy się nierozłączni. A ja przestałam być smutną dziewczynką. Odkryłam, że potrafię się głośno śmiać, bawić, pobrudzić się i płakać…

            – Co się stało? – spytał Filip, kiedy znalazł mnie siedzącą na ławce przed blokiem. Nerwowo wyłamywałam palce i patrzyłam przed siebie.
            – Nic – odparłam obojętnie.
            – Jesteśmy przyjaciółmi czy nie? – szturchnął mnie łokciem.
            – Jesteśmy…? – odparłam niepewnie.
            – Więc możesz mi powiedzieć o wszystkim.
            – Czemu nikt mnie nie lubi? – wyjąkałam po chwili wahania.
            – Co? Przecież ja cię lubię. Jesteś najfajniejszą dziewczyną i najlepszym kumplem.
            – Ale…
            – Oni nie wiedzą jaka jesteś. Nie znają cię. Nie przejmuj się, masz mnie.
            Na swój dziecinny sposób objął mnie i przytulił do swojego chudego ciałka. Na pewno do dziś nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie znaczenie miał dla mnie ten gest. Poczułam się wtedy tak dziwnie bezpieczna i… Sama nie wiem. Rozpłakałam się, a on po prostu wyjął z kieszeni swoją pomiętą chusteczkę, żebym mogła wytrzeć nos. Nie mogłam się nie uśmiechnąć.

            Nie mogliśmy jednak być wiecznie dziećmi. W szkole też byliśmy nierozłączni, dlatego koledzy wyśmiewali się z nas, że taka zakochana para z nas. Oburzało mnie to. Przeszkadzało okropnie. Nie chciałam, żeby wszyscy myśleli, że Filip to mój chłopak. To ten wiek, kiedy rozglądałam się już za chłopcami, a Filip wiecznie trwający przy moim boku zaczął mi przeszkadzać. Bo jak miałam sobie kogoś znaleźć, skoro wszyscy myśleli, że jestem zajęta?
            Filip nie do końca mnie rozumiał. Miał zupełnie inne podejście do życia niż ja. Uważał, że ludzie mogą sobie myśleć, co tylko zechcą. Nie zapomnę nigdy, jak wbrew mojej woli pocałował  mnie na środku szkolnego korytarza.

            – Czemu to zrobiłeś?! – wściekałam się na niego, kiedy po lekcjach wracaliśmy do domu.
            – Dla nich. Dla tych głupich ludzi, którym przeszkadza nawet to, że się przyjaźnimy. Teraz będą mieli o czym gadać – odparł.
            – A nie pomyślałeś, że mnie się to nie spodoba? – spytałam.
            – A nie spodobało ci się? – W jego głosie przebrzmiewało rozczarowanie. – Przepraszam…To był taki impuls. Zupełnie nie pomyślałem wtedy o tobie…

            To był ten moment, kiedy coś przegapiłam. No dobra, byłam wtedy jeszcze dzieckiem. Głupią nastolatką. Przez myśl mi nie przeszło, że Filip chciał, by mi się spodobał ten pocałunek. Chciał, by te głupie plotki były prawdą, a ja… Byłam nieświadoma, ślepa… Nigdy nie patrzyłam na niego inaczej niż jak na dobrego kumpla, którego znałam jak własną kieszeń, lecz najwyraźniej wcale tak nie było. Miał przede mną tajemnice.
            Nie zauważyłam momentu, kiedy zaczął mnie traktować inaczej, kiedy dostrzegł we mnie dziewczynę, a nie tylko kumpla. A może wcale nie traktował mnie inaczej? Maskował się. Od czasu tego jednego pocałunku, a właściwie zwykłego muśnięcia moich ust swoimi wargami, nie zachował się wobec mnie inaczej, to znaczy dziwnie… Wszystko było normalnie. Nawet jeśli czuł do mnie coś więcej, za bardzo zależało mu na naszej przyjaźni, by spróbować zmienić naszą relację. Nie wydaje mi się zresztą, bym wtedy była skłonna…
            Potem mieliśmy rozpocząć naukę w liceum. Wybraliśmy tę samą szkołę, lecz różne klasy. Pod koniec wakacji przyrzekaliśmy sobie, że nic nas nie rozdzieli. Nasza przyjaźń będzie wieczna.

Razem na zawsze

            Jakie to było… naiwne. Co nie znaczy, że niemożliwe. To przecież mogło się udać. Zdarzają się przyjaźnie na całe życie, prawda? Niestety, musiałam wszystko popsuć.
            Zakochałam się. Nie, nie w Filipie, ale to on był moim powiernikiem. Wspierał mnie w trudnych chwilach, pocieszał po rozstaniach. Po prostu był zawsze wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałam. Był, kiedy inni odchodzili…
            Dzieliłam się z nim wszystkim, moimi smutkami i radościami. Nie wiem, jak to się stało, że… Nie chciałam już innych chłopców, tylko jego. Zajęta jednak sobą, nie wiedziałam, że w życiu Filipa coś się zmieniło.

            – Masz czas po szkole? – spytał Filip na jednej z przerw międzylekcyjnych. Nie był sam.
            – Tak, a co? – spojrzałam na wystrzałową laskę stojącą u jego boku.
            – To jest Monika, moja dziewczyna. Bardzo chciałaby cię lepiej poznać.
            Poczułam, jakby grunt nagle usuwał się spod moich stóp. Uśmiechnęłam się jednak do dziewczyny.
            – Miło mi. – Podałam jej rękę. – Fajnie będzie poznać dziewczynę Filipa. – Mrugnęłam do niego okiem.

            Nie mam pojęcia, jak wtedy byłam w stanie się tak zachować. Przecież w środku cała się trzęsłam. Filip miał dziewczynę? Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedział? Może dlatego, że… Nie dostrzegałam niczego poza czubkiem swojego nosa!
            Cóż, poznałam Monikę i mogłam tylko powiedzieć, że była… w porządku. Co więcej? Że ja byłabym lepsza? Że to ja chciałabym spędzać z Filipem każdą wolną chwilę, przytulać się, całować i… Stop! Czy nadal łączyła nas przyjaźń? Nie…

To już nie przyjaźń

            Czułam tylko przepełniającą mnie zazdrość, lecz skrzętnie to ukrywałam. Filip wciąż traktował mnie jak najlepszą przyjaciółkę, a ja umierałam od środka, gdy opowiadał o Monice. Myślał chyba, że on, Monika i ja stworzymy razem zgraną paczkę przyjaciół i… może niegłupio sobie to wyobrażał. To ja nie mogłam. Nie mogłam patrzeć na nich razem. Wymyślałam coraz to nowe wymówki, by się z nim nie widzieć. Nie potrafiłam mu patrzeć w oczy i kłamać, kiedy tak naprawdę chciałam krzyczeć, że go kocham. Bałam się, że w końcu mi odbije i zdradzę przed Filipem swoje uczucia. Tylko co wtedy? Zraniłabym go, a nasza przyjaźń nie mogłaby przetrwać… Ale czy mogła przetrwać, kiedy ja coraz bardziej się oddalałam?

Powolne oddalanie

            Coraz rzadziej się widywaliśmy. Ja nie chciałam, on nie miał czasu… Wkrótce mieliśmy skończyć szkołę i tylko na to czekałam. Wiedziałam, że nasze drogi będą musiały się rozejść i liczyłam po cichu na to, że nie będę codziennie widywać szczęścia Filipa i Moniki. I to wcale nie chodziło o to, że nie chciałam, by był z nią szczęśliwy. Wręcz przeciwnie. Bałam się, że to ja mogę to ich szczęście zburzyć. Co noc układałam scenariusze, w których na różne sposoby wyznawałam mu prawdę, przyznawałam się do swoich uczuć, a potem przychodził dzień i nic. Nie mogłam, nie potrafiłam. Jak mogłabym później spojrzeć mu w oczy? Jemu i Monice. Już nigdy oboje nie traktowaliby mnie tak samo.
Obmyśliłam plan, choć z niczym się nie zdradzałam. Czekałam do ostatniej chwili. Zdałam maturę, dostałam się na studia, a po wakacjach spakowałam walizkę. I wtedy byłam gotowa na wyjawienie prawdy. Myślałam o tym, by uciec bez słowa, ale nie mogłam tego zrobić Filipowi. Nie chciałam być taką świnią. Zasługiwał na wyjaśnienie, na pożegnanie. Zasługiwał na prawdę. Chciałam to jakoś zakończyć.

Zerwanie więzów

            Filip wiedział, że wyjeżdżam na studia do innego miasta. Lecz czy odległość mogła być problemem? Nie w czasach, kiedy można było być obok siebie, jednocześnie będąc daleko… Nawet przez myśl mu nie przeszło, by spodziewać się tego, że widzimy się po raz ostatni, kiedy pojawiłam się u niego w dzień wyjazdu…

            W domu Filipa czułam się jak we własnym, więc udałam się do jego pokoju i cichutko zapukałam.
            – Proszę. – Usłyszałam jego głos i nie było już odwrotu. Wytarłam spoconą dłoń w spodnie i nacisnęłam klamkę.
            – Justyna? Cześć. – Filip wstał od biurka i powitał mnie z szerokim uśmiechem. Oczywiście objął mnie, jak to miał w zwyczaju. Delikatnie się od niego odsunęłam, a on od razu wyczuł dystans, z jakim go potraktowałam.
            – Coś się stało? – Spojrzał na mnie badawczo.
            – Przyszłam się pożegnać, bo po południu wyjeżdżam.
            – Przecież byłbym do ciebie wpadł i odprowadził cię na dworzec…
            – Nie! – odparłam chyba zbyt stanowczo.
            – Coś się stało… Mów zaraz. Chodzi o mnie, tak? Zrobiłem coś nie tak…
            – Filip, proszę, nie utrudniaj – powiedziałam najciszej jak się dało, ale i tak usłyszał.
            Spojrzał na mnie uważnie, ujął mnie za ramiona i zmusił, bym też na niego popatrzyła. Czułam się nieswojo i tak, jakbym znalazła się w pułapce. Jego twarz była tak blisko mojej, że z łatwością mogłabym dosięgnąć jego ust i go pocałować, ale nie mogłam. Byłam w pułapce, jaką była nasza przyjaźń, którą przyrzekliśmy sobie na zawsze. Na zawsze…
            – Chodzi o to, że będziesz tęsknić? Ja też będę tęsknił, ale przecież wkrótce znów się zobaczymy. Będziemy w kontakcie, a jak będzie trzeba, zjawię się natychmiast – wystarczy krótka wiadomość.
            – Nie, nie, nie… To wszystko nie tak – wyjąkałam, a z moich oczu popłynęły pierwsze łzy. Filip patrzył na mnie tak, jakby zobaczył mnie po raz pierwszy. Chciał coś zrobić, żebym przestała płakać, ale zupełnie nie miał pojęcia o co mi chodzi. Posadził mnie na swoim łóżku i wpatrywał się we mnie w oczekiwaniu, aż coś w końcu mu wyjaśnię.
            – Przepraszam, że tak się zachowuję. Bardzo cię przepraszam. To do mnie niepodobne…Przyszłam dziś się pożegnać… na zawsze. – Spojrzałam na Filipa, by sprawdzić jego reakcję.
            – Jak to na zawsze? Przecież… Przecież nie wyjeżdżasz na zawsze. Wrócisz. Kiedyś na pewno wrócisz, zresztą nie jedziesz na koniec świata…
            – To prawda. Kiedyś wrócę, ale nie do ciebie. Od dłuższego czasu cię okłamuję. Miałam wyjechać bez słowa, ale nie potrafiłam. Jak mogłabym ci to zrobić, skoro mamy za sobą tyle wspólnych lat, wspomnień? Nauczyłeś mnie wszystkiego i o wiele więcej. Nauczyłeś mnie kochać, a to stało się moim przekleństwem, bo zakochałam się w nieodpowiedniej osobie…
            Nie potrafiłam dokończyć, ale na szczęście nie było takiej potrzeby. Filip spojrzał mi w oczy i w jednej chwili zrozumiał wszystko.
            – Od jak dawna? – spytał.
            – Nie wiem… Trudno mi to określić. Po prostu tak jakoś… samo się stało… – Spuściłam wzrok, żeby nie musieć patrzyć mu w oczy. Ogarnęło mnie potworne poczucie winy, że to co nas łączyło nagle skończyło się przeze mnie.
            – Nie wiem co mam powiedzieć… Chyba cię rozumiem… Ja kiedyś też…
            – Wiem. Wiem o tym, ale ty potrafiłeś to w sobie zdusić. A ja… Muszę zniknąć z twojego życia, zwłaszcza teraz, kiedy wiesz. Nie potrafiłbyś już traktować mnie tak jak zwykle, wiem to.
            – Ale ja nie chcę, żebyś znikała z mojego życia. To tak, jakby między nami nigdy nic nie było… I co? I nigdy już się nie spotkamy?
            – Nie wiem… Może kiedyś… Na razie nie umiem udawać twojej przyjaciółki i przyjaźnić się także z Moniką. Cieszę się, że wam się układa, ale… Mam nadzieję, że wiesz…
            – Wiem. Jest mi przykro, ale skoro tak musi być… Proszę, pozwól mi czasem się z tobą skontaktować.
            Chwilę się wahałam. Nie byłam pewna czy tego chcę, ale przecież rozmowa od czasu do czasu nam nie zaszkodzi. Oczywiście trudniej będzie mi zapomnieć o Filipie, tylko problemem było to, że ja wcale nie chciałam o nim zapominać.
            – Dobrze, zgadzam się na to – odparłam.
            – I pamiętaj, że gdybyś tylko chciała albo potrzebowała, to wiesz, gdzie mnie znaleźć.
            – Jasne, będę pamiętała. – Uśmiechnęłam się trochę z przymusu. Nie chciałam robić mu jeszcze większej przykrości.
            Siedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy, lecz w końcu przyszła na mnie pora i musieliśmy się pożegnać. Filip przytulił mnie mocno, a ja walczyłam ze łzami. Potem wybiegłam szybko z jego domu, nie oglądając się za siebie.

            Teraz siedzę w pociągu i jadę, by rozpocząć nowe życie. Nie wiem jakie będzie ono bez Filipa, ale muszę sobie jakoś dać radę sama, skoro postanowiłam wyrwać się z naszej strefy przyjaźni. Mam jednak poczucie, że już nigdy nie zaznam takiej przyjaźni, jaka nas spotkała.



No i co z tą przyjaźnią Justyny i Filipa? Czy mogła przetrwać? Czy wszystko mogło potoczyć się inaczej? A może później coś się wydarzyło? W końcu to tylko fragment ich życia… Zakończenie pozostaje otwarte… Wszystko się może zdarzyć, jak w naszym życiu.

Pozdrawiam,
Miss ordinary 

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Święta, święta… i już nowy rok


Tyle przygotowań, sprzątania, gotowania i zakupów. Świąteczne piosenki grane w radiu bez końca. Prezenty, jedzenie, picie, goście, rodzinne spotkania… I ten pośpiech. W ten oto sposób najważniejsze dni w roku, na które czekamy z utęsknieniem, już są za nami. A co zostaje? Ból brzucha, uczucie pełności, ból głowy (często związany z kacem).
            Kiedy byłam małym dzieckiem, inaczej postrzegałam ten czas. Czułam tę ciepłą, wyjątkową, choć zimową atmosferę. Teraz… Od kilku lat Święta Bożego Narodzenia straciły dla mnie na znaczeniu, chociaż zawsze staram się je przeżyć jak najlepiej potrafię, zarówno pod względem religijnym jak i rodzinnym, tradycyjnym.
Dziś jednak bardziej widzę je tak:

                        Na niebie zalśniła już pierwsza gwiazda.
                        Narodził się Boży Syn.
                        Lecz w naszych sercach nie ma Betlejem
                        a Boże Narodzenie to chrześcijański mit.

                        Blask choinki nie rozjaśnia zimowego mroku
                        – nie ma śniegu…
                        Choć przy stole zasiadła już cała rodzina
                        nie ma wśród nas Chrystusa.
                        Życzenia byle jakie
                        nie płyną prosto z serca.

                        Z roku na rok wszystko się zmienia
                        – powszednieje.
                        Z wiekiem wszystko traci magię,
                        znikają powody do radości.
                        A święta to zwykłe, szare dni,
                        Choć tyle zbędnych przygotowań
                        i przedświątecznej bieganiny,
                        podczas której gubimy główny sens.

            A skoro rozpoczął się już nowy rok, to chyba najlepszy czas, by zrobić jakieś postanowienia, ale czy to ma jakiś sens? Stawianie sobie celów w stylu: schudnę ileś tam kilogramów, znajdę miłość życia… Czy nie lepiej postanowić sobie, by stać się odrobinę lepszym człowiekiem dla innych i dla samego siebie? To trudne, wiem. Właściwie tak jak i schudnięcie, kiedy pokusa czyha na każdym kroku i do tego dochodzi duży apetyt czy ochota na słodkości po ciężkim dniu.
            Kiedyś spisałam sobie takie postanowienia:

                        Postanawiam:

                        Z uśmiechem witać każdy dzień,
Bez wahania stawiać kolejne kroki,
Chłonąć ze świata wszystko co najlepsze
Zatrzymać w pamięci jak najwięcej
cudownych chwil…
Dawać innym, co tylko dobrego mogę dać…
i kochać…

Upadać i podnosić się bez żalu,
Walczyć do końca o ostatni oddech,
Nie poddawać się
i uczyć się żyć:
dla siebie, dla innych, z innymi…

Postanawiam i obiecuję dotrzymać.

            Czy macie ochotę się pod nimi podpisać? Łatwo nie będzie, ale spróbować zawsze warto.

Powodzenia!
Miss ordinary