Niech
tytuł posta nie sugeruje Wam, że dam tutaj odpowiedź na postawione pytanie. Nie
mam takiego zamiaru. Co najwyżej, to Wy możecie sobie sami na nie odpowiedzieć
lub podyskutować w komentarzach. Nie ukrywam, że byłoby to miłe. Zdaję sobie
jednak sprawę, że nie wzięłam się za jakąkolwiek promocję bloga, a więc i o
czytelników będzie mi trudno… Cóż, wypadłam z obiegu już jakiś czas temu… Tym
bardziej będę wdzięczna, jeśli ktoś coś tutaj przeczyta, a jakby jeszcze
zechciał skomentować… Ach… Marzenie ;)
Tak w ogóle to chciałam dziś
zamieścić krótkie opowiadanie, które napisałam jakiś czas temu. W pewnym sensie
jego tematyka wiąże się z tytułem posta. Zresztą przeczytajcie, a później się
wypowiedzcie J
Może ktoś z Was znalazł się w podobnej sytuacji albo doświadczył wspaniałej
przyjaźni…
Strefa przyjaźni
Na
imię mam Justyna i… straciłam przyjaciela. Takiego na dobre i na złe. Nie, nie
odszedł ode mnie, to wszystko moja wina… Nasza przyjaźń miała przetrwać
wszystko, nawet śmierć, koniec świata… Lecz ja musiałam zepsuć to, co
tworzyliśmy od dzieciństwa, bo… zakochałam się.
Justynka
– smutna dziewczynka
Jako
dziecko nie byłam pogodna i uśmiechnięta, nie lubiłam towarzystwa innych
dzieci, nie bawiłam się w piaskownicy, nie wspinałam się po drzewach... Nie, to
wszystko było dla bachorów, do których ja się nie zaliczałam. Wolałam być sama,
niż zadawać się z tą hołotą, która biegała po kałużach, tarzała się w mokrej od
deszczu trawie, obsypywała wzajemnie piachem i śmiała się tak głośno, że aż
strach.
Patrzyłam
na inne dzieci z wyższością, choć w czym byłam od nich lepsza? Takie zachowanie
nie przysporzyło mi grona fanów, ale dorobiłam się sporej grupki niechętnie,
wręcz wrogo spoglądających na mnie dzieciaków, które tylko czyhały, by –
potocznie mówiąc – podłożyć mi świnię i sprawić ból. To nic… Nic nie było w
stanie sprawić, by na mojej twarzy ujawniły się prawdziwe uczucia, które
mogłyby stać się oznaką, że też jestem człowiekiem z krwi i kości, że coś
czuję. Oprócz pogardy dla całego świata oczywiście.
Wtedy
do naszego bloku wprowadziła się nowa rodzina z dzieckiem. Chłopiec był moim
rówieśnikiem i miał na imię Filip.
Filip
Nowy. Tak na niego
wołali i nie akceptowali w swojej dziecięcej społeczności. Czy rzeczywiście był
inny? Nie wiem, raczej nie. Chyba tylko w tym, że nic a nic nie obchodziło to,
jak go traktowałam, a traktowałam go tak jak wszystkich – z góry. Był uparty.
Ciągle przychodził na podwórko, gdy tylko wypatrzył mnie z okna swojego
mieszkania i gadał coś… Gdzieżbym zniżyła się do jego poziomu i posłuchała… Ale
ile można ignorować brzęczącą kołu ucha muchę?
–
Idź sobie! – prychnęłam w końcu.
–
Ty umiesz mówić – wyszeptał i wpatrywał się we mnie z tą swoją tępą miną i
rozdziawionymi ustami.
–
Czego chcesz? Idź do innych dzieci. Ja cię nie potrzebuję.
– Wydawało mi się, że będzie miło, jeśli
spróbuję się z tobą zaprzyjaźnić. Jesteś taka smutna… – powiedział.
–
Smutna? – zdziwiłam się.
–
Tak. I taka samotna.
–
Może ja chcę być sama. – Tupnęłam nogą.
–
Nikt nie chce być sam…
Filipowi wtedy po raz
pierwszy udało się mnie wyprowadzić z równowagi. Z każdym dniem moja złość do
niego rosła. Bo co jemu się niby wydawało? Że jest rycerzem na białym koniu,
który pojawił się, żeby mnie ocalić przed samotnością, przed wyśmiewającymi się
ze mnie dziećmi? A może ja nie chciałam być księżniczką w opałach, która
potrzebuje ratunku?
Wkrótce to zrozumiał.
Wtedy staliśmy się kumplami.
Przyjaźń
z dzieciństwa
To
co nas połączyło bez wahania mogę nazwać przyjaźnią. Staliśmy się nierozłączni.
A ja przestałam być smutną dziewczynką. Odkryłam, że potrafię się głośno
śmiać, bawić, pobrudzić się i płakać…
– Co się stało? – spytał Filip,
kiedy znalazł mnie siedzącą na ławce przed blokiem. Nerwowo wyłamywałam palce i
patrzyłam przed siebie.
– Nic – odparłam obojętnie.
– Jesteśmy przyjaciółmi czy nie? –
szturchnął mnie łokciem.
– Jesteśmy…? – odparłam niepewnie.
– Więc możesz mi powiedzieć o
wszystkim.
– Czemu nikt mnie nie lubi? –
wyjąkałam po chwili wahania.
– Co? Przecież ja cię lubię. Jesteś
najfajniejszą dziewczyną i najlepszym kumplem.
– Ale…
– Oni nie wiedzą jaka jesteś. Nie
znają cię. Nie przejmuj się, masz mnie.
Na swój dziecinny sposób objął mnie
i przytulił do swojego chudego ciałka. Na pewno do dziś nie zdaje sobie sprawy,
jak wielkie znaczenie miał dla mnie ten gest. Poczułam się wtedy tak dziwnie
bezpieczna i… Sama nie wiem. Rozpłakałam się, a on po prostu wyjął z kieszeni
swoją pomiętą chusteczkę, żebym mogła wytrzeć nos. Nie mogłam się nie
uśmiechnąć.
Nie
mogliśmy jednak być wiecznie dziećmi. W szkole też byliśmy nierozłączni,
dlatego koledzy wyśmiewali się z nas, że taka zakochana para z nas. Oburzało
mnie to. Przeszkadzało okropnie. Nie chciałam, żeby wszyscy myśleli, że Filip
to mój chłopak. To ten wiek, kiedy rozglądałam się już za chłopcami, a Filip
wiecznie trwający przy moim boku zaczął mi przeszkadzać. Bo jak miałam sobie
kogoś znaleźć, skoro wszyscy myśleli, że jestem zajęta?
Filip
nie do końca mnie rozumiał. Miał zupełnie inne podejście do życia niż ja.
Uważał, że ludzie mogą sobie myśleć, co tylko zechcą. Nie zapomnę nigdy, jak
wbrew mojej woli pocałował mnie na
środku szkolnego korytarza.
– Czemu to zrobiłeś?! – wściekałam
się na niego, kiedy po lekcjach wracaliśmy do domu.
– Dla nich. Dla tych głupich ludzi,
którym przeszkadza nawet to, że się przyjaźnimy. Teraz będą mieli o czym gadać
– odparł.
– A nie pomyślałeś, że mnie się to
nie spodoba? – spytałam.
– A nie spodobało ci się? – W jego
głosie przebrzmiewało rozczarowanie. – Przepraszam…To był taki impuls. Zupełnie
nie pomyślałem wtedy o tobie…
To
był ten moment, kiedy coś przegapiłam. No dobra, byłam wtedy jeszcze dzieckiem.
Głupią nastolatką. Przez myśl mi nie przeszło, że Filip chciał, by mi się
spodobał ten pocałunek. Chciał, by te głupie plotki były prawdą, a ja… Byłam
nieświadoma, ślepa… Nigdy nie patrzyłam na niego inaczej niż jak na dobrego
kumpla, którego znałam jak własną kieszeń, lecz najwyraźniej wcale tak nie
było. Miał przede mną tajemnice.
Nie
zauważyłam momentu, kiedy zaczął mnie traktować inaczej, kiedy dostrzegł we
mnie dziewczynę, a nie tylko kumpla. A może wcale nie traktował mnie inaczej?
Maskował się. Od czasu tego jednego pocałunku, a właściwie zwykłego muśnięcia
moich ust swoimi wargami, nie zachował się wobec mnie inaczej, to znaczy
dziwnie… Wszystko było normalnie. Nawet jeśli czuł do mnie coś więcej, za
bardzo zależało mu na naszej przyjaźni, by spróbować zmienić naszą relację. Nie
wydaje mi się zresztą, bym wtedy była skłonna…
Potem
mieliśmy rozpocząć naukę w liceum. Wybraliśmy tę samą szkołę, lecz różne klasy.
Pod koniec wakacji przyrzekaliśmy sobie, że nic nas nie rozdzieli. Nasza
przyjaźń będzie wieczna.
Razem
na zawsze
Jakie
to było… naiwne. Co nie znaczy, że niemożliwe. To przecież mogło się udać.
Zdarzają się przyjaźnie na całe życie, prawda? Niestety, musiałam wszystko
popsuć.
Zakochałam
się. Nie, nie w Filipie, ale to on był moim powiernikiem. Wspierał mnie w trudnych
chwilach, pocieszał po rozstaniach. Po prostu był zawsze wtedy, kiedy
najbardziej go potrzebowałam. Był, kiedy inni odchodzili…
Dzieliłam
się z nim wszystkim, moimi smutkami i radościami. Nie wiem, jak to się stało,
że… Nie chciałam już innych chłopców, tylko jego. Zajęta jednak sobą, nie wiedziałam,
że w życiu Filipa coś się zmieniło.
– Masz czas po szkole? – spytał
Filip na jednej z przerw międzylekcyjnych. Nie był sam.
– Tak, a co? – spojrzałam na
wystrzałową laskę stojącą u jego boku.
– To jest Monika, moja dziewczyna.
Bardzo chciałaby cię lepiej poznać.
Poczułam, jakby grunt nagle usuwał
się spod moich stóp. Uśmiechnęłam się jednak do dziewczyny.
– Miło mi. – Podałam jej rękę. –
Fajnie będzie poznać dziewczynę Filipa. – Mrugnęłam do niego okiem.
Nie
mam pojęcia, jak wtedy byłam w stanie się tak zachować. Przecież w środku cała
się trzęsłam. Filip miał dziewczynę? Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedział?
Może dlatego, że… Nie dostrzegałam niczego poza czubkiem swojego nosa!
Cóż,
poznałam Monikę i mogłam tylko powiedzieć, że była… w porządku. Co więcej? Że
ja byłabym lepsza? Że to ja chciałabym spędzać z Filipem każdą wolną chwilę,
przytulać się, całować i… Stop! Czy nadal łączyła nas przyjaźń? Nie…
To
już nie przyjaźń
Czułam
tylko przepełniającą mnie zazdrość, lecz skrzętnie to ukrywałam. Filip wciąż
traktował mnie jak najlepszą przyjaciółkę, a ja umierałam od środka, gdy
opowiadał o Monice. Myślał chyba, że on, Monika i ja stworzymy razem zgraną
paczkę przyjaciół i… może niegłupio sobie to wyobrażał. To ja nie mogłam. Nie
mogłam patrzeć na nich razem. Wymyślałam coraz to nowe wymówki, by się z nim
nie widzieć. Nie potrafiłam mu patrzeć w oczy i kłamać, kiedy tak naprawdę
chciałam krzyczeć, że go kocham. Bałam się, że w końcu mi odbije i zdradzę
przed Filipem swoje uczucia. Tylko co wtedy? Zraniłabym go, a nasza przyjaźń
nie mogłaby przetrwać… Ale czy mogła przetrwać, kiedy ja coraz bardziej się
oddalałam?
Powolne
oddalanie
Coraz
rzadziej się widywaliśmy. Ja nie chciałam, on nie miał czasu… Wkrótce mieliśmy
skończyć szkołę i tylko na to czekałam. Wiedziałam, że nasze drogi będą musiały
się rozejść i liczyłam po cichu na to, że nie będę codziennie widywać szczęścia
Filipa i Moniki. I to wcale nie chodziło o to, że nie chciałam, by był z nią
szczęśliwy. Wręcz przeciwnie. Bałam się, że to ja mogę to ich szczęście
zburzyć. Co noc układałam scenariusze, w których na różne sposoby wyznawałam mu
prawdę, przyznawałam się do swoich uczuć, a potem przychodził dzień i nic. Nie
mogłam, nie potrafiłam. Jak mogłabym później spojrzeć mu w oczy? Jemu i Monice.
Już nigdy oboje nie traktowaliby mnie tak samo.
Obmyśliłam plan, choć z
niczym się nie zdradzałam. Czekałam do ostatniej chwili. Zdałam maturę,
dostałam się na studia, a po wakacjach spakowałam walizkę. I wtedy byłam gotowa
na wyjawienie prawdy. Myślałam o tym, by uciec bez słowa, ale nie mogłam tego
zrobić Filipowi. Nie chciałam być taką świnią. Zasługiwał na wyjaśnienie, na
pożegnanie. Zasługiwał na prawdę. Chciałam to jakoś zakończyć.
Zerwanie
więzów
Filip
wiedział, że wyjeżdżam na studia do innego miasta. Lecz czy odległość mogła być
problemem? Nie w czasach, kiedy można było być obok siebie, jednocześnie będąc
daleko… Nawet przez myśl mu nie przeszło, by spodziewać się tego, że widzimy
się po raz ostatni, kiedy pojawiłam się u niego w dzień wyjazdu…
W domu Filipa czułam się jak we
własnym, więc udałam się do jego pokoju i cichutko zapukałam.
– Proszę. – Usłyszałam jego głos i
nie było już odwrotu. Wytarłam spoconą dłoń w spodnie i nacisnęłam klamkę.
– Justyna? Cześć. – Filip wstał od
biurka i powitał mnie z szerokim uśmiechem. Oczywiście objął mnie, jak to miał
w zwyczaju. Delikatnie się od niego odsunęłam, a on od razu wyczuł dystans, z
jakim go potraktowałam.
– Coś się stało? – Spojrzał na mnie
badawczo.
– Przyszłam się pożegnać, bo po
południu wyjeżdżam.
– Przecież byłbym do ciebie wpadł i
odprowadził cię na dworzec…
– Nie! – odparłam chyba zbyt
stanowczo.
– Coś się stało… Mów zaraz. Chodzi o
mnie, tak? Zrobiłem coś nie tak…
– Filip, proszę, nie utrudniaj –
powiedziałam najciszej jak się dało, ale i tak usłyszał.
Spojrzał na mnie uważnie, ujął mnie
za ramiona i zmusił, bym też na niego popatrzyła. Czułam się nieswojo i tak,
jakbym znalazła się w pułapce. Jego twarz była tak blisko mojej, że z łatwością
mogłabym dosięgnąć jego ust i go pocałować, ale nie mogłam. Byłam w pułapce,
jaką była nasza przyjaźń, którą przyrzekliśmy sobie na zawsze. Na zawsze…
– Chodzi o to, że będziesz tęsknić?
Ja też będę tęsknił, ale przecież wkrótce znów się zobaczymy. Będziemy w
kontakcie, a jak będzie trzeba, zjawię się natychmiast – wystarczy krótka
wiadomość.
– Nie, nie, nie… To wszystko nie tak
– wyjąkałam, a z moich oczu popłynęły pierwsze łzy. Filip patrzył na mnie tak,
jakby zobaczył mnie po raz pierwszy. Chciał coś zrobić, żebym przestała płakać,
ale zupełnie nie miał pojęcia o co mi chodzi. Posadził mnie na swoim łóżku
i wpatrywał się we mnie w oczekiwaniu, aż coś w końcu mu wyjaśnię.
–
Przepraszam, że tak się zachowuję. Bardzo cię przepraszam. To do mnie
niepodobne…Przyszłam dziś się pożegnać… na zawsze. – Spojrzałam na Filipa, by
sprawdzić jego reakcję.
– Jak to na zawsze? Przecież…
Przecież nie wyjeżdżasz na zawsze. Wrócisz. Kiedyś na pewno wrócisz, zresztą
nie jedziesz na koniec świata…
– To prawda. Kiedyś wrócę, ale nie
do ciebie. Od dłuższego czasu cię okłamuję. Miałam wyjechać bez słowa, ale nie
potrafiłam. Jak mogłabym ci to zrobić, skoro mamy za sobą tyle wspólnych lat,
wspomnień? Nauczyłeś mnie wszystkiego i o wiele więcej. Nauczyłeś mnie kochać,
a to stało się moim przekleństwem, bo zakochałam się w nieodpowiedniej osobie…
Nie potrafiłam dokończyć, ale na
szczęście nie było takiej potrzeby. Filip spojrzał mi w oczy i w jednej chwili
zrozumiał wszystko.
– Od jak dawna? – spytał.
– Nie wiem… Trudno mi to określić.
Po prostu tak jakoś… samo się stało… – Spuściłam wzrok, żeby nie musieć patrzyć
mu w oczy. Ogarnęło mnie potworne poczucie winy, że to co nas łączyło nagle skończyło
się przeze mnie.
– Nie wiem co mam powiedzieć… Chyba
cię rozumiem… Ja kiedyś też…
– Wiem. Wiem o tym, ale ty
potrafiłeś to w sobie zdusić. A ja… Muszę zniknąć z twojego życia,
zwłaszcza teraz, kiedy wiesz. Nie potrafiłbyś już traktować mnie tak jak
zwykle, wiem to.
– Ale ja nie chcę, żebyś znikała z
mojego życia. To tak, jakby między nami nigdy nic nie było… I co? I nigdy już
się nie spotkamy?
– Nie wiem… Może kiedyś… Na razie
nie umiem udawać twojej przyjaciółki i przyjaźnić się także z Moniką.
Cieszę się, że wam się układa, ale… Mam nadzieję, że wiesz…
– Wiem. Jest mi przykro, ale skoro
tak musi być… Proszę, pozwól mi czasem się z tobą skontaktować.
Chwilę się wahałam. Nie byłam pewna
czy tego chcę, ale przecież rozmowa od czasu do czasu nam nie zaszkodzi.
Oczywiście trudniej będzie mi zapomnieć o Filipie, tylko problemem było to, że
ja wcale nie chciałam o nim zapominać.
– Dobrze, zgadzam się na to –
odparłam.
– I pamiętaj, że gdybyś tylko
chciała albo potrzebowała, to wiesz, gdzie mnie znaleźć.
– Jasne, będę pamiętała. –
Uśmiechnęłam się trochę z przymusu. Nie chciałam robić mu jeszcze większej
przykrości.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy,
lecz w końcu przyszła na mnie pora i musieliśmy się pożegnać. Filip przytulił
mnie mocno, a ja walczyłam ze łzami. Potem wybiegłam szybko z jego domu,
nie oglądając się za siebie.
Teraz
siedzę w pociągu i jadę, by rozpocząć nowe życie. Nie wiem jakie będzie ono bez
Filipa, ale muszę sobie jakoś dać radę sama, skoro postanowiłam wyrwać się z
naszej strefy przyjaźni. Mam jednak poczucie, że już nigdy nie zaznam takiej
przyjaźni, jaka nas spotkała.
No
i co z tą przyjaźnią Justyny i Filipa? Czy mogła przetrwać? Czy wszystko mogło
potoczyć się inaczej? A może później coś się wydarzyło? W końcu to tylko
fragment ich życia… Zakończenie pozostaje otwarte… Wszystko się może zdarzyć,
jak w naszym życiu.
Pozdrawiam,
Miss
ordinary