poniedziałek, 7 stycznia 2019

Święta, święta… i już nowy rok


Tyle przygotowań, sprzątania, gotowania i zakupów. Świąteczne piosenki grane w radiu bez końca. Prezenty, jedzenie, picie, goście, rodzinne spotkania… I ten pośpiech. W ten oto sposób najważniejsze dni w roku, na które czekamy z utęsknieniem, już są za nami. A co zostaje? Ból brzucha, uczucie pełności, ból głowy (często związany z kacem).
            Kiedy byłam małym dzieckiem, inaczej postrzegałam ten czas. Czułam tę ciepłą, wyjątkową, choć zimową atmosferę. Teraz… Od kilku lat Święta Bożego Narodzenia straciły dla mnie na znaczeniu, chociaż zawsze staram się je przeżyć jak najlepiej potrafię, zarówno pod względem religijnym jak i rodzinnym, tradycyjnym.
Dziś jednak bardziej widzę je tak:

                        Na niebie zalśniła już pierwsza gwiazda.
                        Narodził się Boży Syn.
                        Lecz w naszych sercach nie ma Betlejem
                        a Boże Narodzenie to chrześcijański mit.

                        Blask choinki nie rozjaśnia zimowego mroku
                        – nie ma śniegu…
                        Choć przy stole zasiadła już cała rodzina
                        nie ma wśród nas Chrystusa.
                        Życzenia byle jakie
                        nie płyną prosto z serca.

                        Z roku na rok wszystko się zmienia
                        – powszednieje.
                        Z wiekiem wszystko traci magię,
                        znikają powody do radości.
                        A święta to zwykłe, szare dni,
                        Choć tyle zbędnych przygotowań
                        i przedświątecznej bieganiny,
                        podczas której gubimy główny sens.

            A skoro rozpoczął się już nowy rok, to chyba najlepszy czas, by zrobić jakieś postanowienia, ale czy to ma jakiś sens? Stawianie sobie celów w stylu: schudnę ileś tam kilogramów, znajdę miłość życia… Czy nie lepiej postanowić sobie, by stać się odrobinę lepszym człowiekiem dla innych i dla samego siebie? To trudne, wiem. Właściwie tak jak i schudnięcie, kiedy pokusa czyha na każdym kroku i do tego dochodzi duży apetyt czy ochota na słodkości po ciężkim dniu.
            Kiedyś spisałam sobie takie postanowienia:

                        Postanawiam:

                        Z uśmiechem witać każdy dzień,
Bez wahania stawiać kolejne kroki,
Chłonąć ze świata wszystko co najlepsze
Zatrzymać w pamięci jak najwięcej
cudownych chwil…
Dawać innym, co tylko dobrego mogę dać…
i kochać…

Upadać i podnosić się bez żalu,
Walczyć do końca o ostatni oddech,
Nie poddawać się
i uczyć się żyć:
dla siebie, dla innych, z innymi…

Postanawiam i obiecuję dotrzymać.

            Czy macie ochotę się pod nimi podpisać? Łatwo nie będzie, ale spróbować zawsze warto.

Powodzenia!
Miss ordinary

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz