Tyle
przygotowań, sprzątania, gotowania i zakupów. Świąteczne piosenki grane w radiu
bez końca. Prezenty, jedzenie, picie, goście, rodzinne spotkania… I ten
pośpiech. W ten oto sposób najważniejsze dni w roku, na które czekamy z
utęsknieniem, już są za nami. A co zostaje? Ból brzucha, uczucie pełności, ból głowy
(często związany z kacem).
Kiedy byłam małym dzieckiem, inaczej
postrzegałam ten czas. Czułam tę ciepłą, wyjątkową, choć zimową atmosferę.
Teraz… Od kilku lat Święta Bożego Narodzenia straciły dla mnie na znaczeniu,
chociaż zawsze staram się je przeżyć jak najlepiej potrafię, zarówno pod
względem religijnym jak i rodzinnym, tradycyjnym.
Dziś
jednak bardziej widzę je tak:
Na niebie zalśniła już pierwsza gwiazda.
Narodził
się Boży Syn.
Lecz
w naszych sercach nie ma Betlejem
a
Boże Narodzenie to chrześcijański mit.
Blask
choinki nie rozjaśnia zimowego mroku
–
nie ma śniegu…
Choć
przy stole zasiadła już cała rodzina
nie
ma wśród nas Chrystusa.
Życzenia
byle jakie
nie
płyną prosto z serca.
Z
roku na rok wszystko się zmienia
–
powszednieje.
Z
wiekiem wszystko traci magię,
znikają
powody do radości.
A
święta to zwykłe, szare dni,
Choć
tyle zbędnych przygotowań
i
przedświątecznej bieganiny,
podczas
której gubimy główny sens.
A
skoro rozpoczął się już nowy rok, to chyba najlepszy czas, by zrobić jakieś
postanowienia, ale czy to ma jakiś sens? Stawianie sobie celów w stylu: schudnę
ileś tam kilogramów, znajdę miłość życia… Czy nie lepiej postanowić sobie, by
stać się odrobinę lepszym człowiekiem dla innych i dla samego siebie? To trudne,
wiem. Właściwie tak jak i schudnięcie, kiedy pokusa czyha na każdym kroku
i do tego dochodzi duży apetyt czy ochota na słodkości po ciężkim dniu.
Kiedyś spisałam sobie takie
postanowienia:
Postanawiam:
Z
uśmiechem witać każdy dzień,
Bez
wahania stawiać kolejne kroki,
Chłonąć
ze świata wszystko co najlepsze
Zatrzymać
w pamięci jak najwięcej
cudownych
chwil…
Dawać
innym, co tylko dobrego mogę dać…
i
kochać…
Upadać
i podnosić się bez żalu,
Walczyć
do końca o ostatni oddech,
Nie
poddawać się
i
uczyć się żyć:
dla
siebie, dla innych, z innymi…
Postanawiam
i obiecuję dotrzymać.
Czy macie ochotę się pod nimi
podpisać? Łatwo nie będzie, ale spróbować zawsze warto.
Powodzenia!
Miss
ordinary
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz